Rodzice własnych rodziców

25-09-15 admin_krzysiek 0 komentarzy

Dorastały w rodzinie, w której na alkohol nigdy nie brakowało pieniędzy. A nawet, jeśli brakowało, szybko dało się ,,coś zorganizować’’. Ojciec upijał się ze szczęścia. Awans w pracy, narodziny syna. Zawsze było co świętować. Matka piła, bo ,,doskwierało jej życie’’. Zawsze znalazł się powód, by popłakać nad kieliszkiem. Zawsze też znalazło się towarzystwo. A nawet, jeśli i tego zabrakło – ,,radzili sobie sami’’. Zamykali się w swoich światach, gdzie wszystko było proste. Tylko oni i ukochana flaszka, której za nic by się nie wyrzekli. Ich dzieci dorastały. Same. Aż wreszcie dorosły. Dorosłe Dzieci Alkoholików.

Dorosłe Dzieci Alkoholików(DDA) to osoby, którym przyszło żyć w rodzinie z problemem alkoholowym rodzica, bądź obojga z nich. Domy, w których alkohol jest remedium na wszelkie bolączki, już założenia nie mogą być dobrym i bezpiecznym miejscem do wzrostu oraz pełnego rozwoju młodego człowieka. To dysfunkcyjne otoczenie, w którym zostali osadzeni już jako dzieci, wywarło wpływ na obecny kształt ich dorosłego życia. Istnieje wiele cech, które niczym wspólny mianownik łączą i w pewien sposób charakteryzują większość DDA. Marionetki Jedną z postaw, jakie nie są im obce, jest ustępliwość w kontaktach z innymi ludźmi. Często czują się zakłopotani w sytuacji konfrontacji z drugim człowiekiem, zwłaszcza, jeśli osoba ta ma nad nimi władzę lub przewagę. Wtedy rezygnują ze swego na rzecz przyznania racji innym, a tym samym zatracają własną tożsamość. Jest to forma ochrony przed gniewem czy niezadowoleniem ze strony ,,silniejszego’’, w dorosłym życiu może być nim szef w pracy, w dzieciństwie byli nimi ojciec lub matka. DDA pamięta ten gniew i boi się go panicznie, zatem robi wszystko, by go na siebie ściągnąć. Żyje w przekonaniu, że to ono było przyczyną niezadowolenia ze strony rodziców, i że mieli prawo karcić go za nieodpowiednie zachowania. Poczucie winy u tych dorosłych urasta do ogromnych rozmiarów. Przez te wszystkie lata utwierdzani w przekonaniu, że to oni są wszystkiemu winni i jedyne, co mogą zrobić to nie dokładać rodzicom dodatkowych zmartwień, w świecie dorosłych nie potrafią zawalczyć o swoje. W ten sposób nierzadko wybierają sobie bezpieczne, spokojne miejsce na drabinie społecznej lub robią wszystko, by ,,nie podpaść tym na górze’’ – byle tylko nie zostać skrytykowanym. Krytyka kojarzy się DDA tylko z jednym – z zagrożeniem. Takie konotacje również wynieśli z rodzinnego domu. W kontekście dorosłych z rodzin alkoholowych, często mówi się o braniu przez nich odpowiedzialności za innych ludzi. Niegdyś tymi, którymi należało się opiekować i nie sprawiać trudności wychowawczych, byli rodzice. Dziś DDA zadba o wszystkich i zajmie się zmartwieniami każdego, byle tylko nie skupiać się zbytnio na sobie. Sami sobie nie ufają, a kiedy próbują zrobić coś w zgodzie ze sobą, po raz kolejny wbijają się w poczucie winy. W ten sposób postępują tak, jak życzą sobie tego inni. Są jak marionetki, które żyją tylko wtedy, kiedy ktoś pociąga za sznurki. Same niemalże o sobie nie decydują.

W dzieciństwie zaniedbani i opuszczeni, w dorosłym życiu już nawet nie jest im z tym źle. Przyzwyczaili się. Niejednokrotnie sami popadają w alkoholizm lub wiążą się z uzależnioną osobą. Znają już ten problem, to dla nich nic nowego, opiekowali się rodzicami, dlaczego by nie zatroszczyć się o kogoś jeszcze? O kogoś innego tak, chętnie, byle nie o siebie. Relacja z uzależnionym partnerem jest dla nich znajomą sytuacją, więc mogącą sprawiać wrażenie pozornie bezpiecznej, jednak jest ona tak samo pełna zagrożenia, jak pełna była go więź z rodzicem-alkoholikiem. Paniczny wręcz lęk przed odrzuceniem nakazuje robić wszystko, by tylko odrzuconym nie zostać. Ciągle się starać, wciąż być czujnym, by nie narazić się ukochanemu, by nie zostać samemu. DDA wykształca w sobie cechy osobowości zależnej, nie mogącej egzystować bez jakiegokolwiek powiązania z drugim człowiekiem. Słowo ,,jakiegokolwiek’’ oznacza, że nie ważna jest jakość relacji czy też osoba, z którą DDA łączy dana więź. Taki dorosły zgadza się na każdą jej formę, choćby była najbardziej niezdrowa i dla niego niekorzystna. Pokochać samego siebie Ograniczony lub niemal całkowity brak dostępu do własnych emocji, uczuć i przeżyć charakteryzuje prawie każde DDA. Jako dzieci nauczyli się chować swoje uczucia, bo te wzbudzały w nich tylko większe poczucie winy. Jako dorośli trzymają je pogrzebane, nie mając w nie wglądu, nie chcąc ich poznać i zaakceptować. W ten sposób często mylą miłość z litością, tak jak robili to będąc dziećmi względem swoich ,,niezaradnych’’ rodziców. Trudno więc dziwić się, że potrafią kochać tylko tych, których każdego dnia mogą ratować od zagrożenia. Jedynie tak mogą poczuć się komuś potrzebne.

Ten cały opis, który przybliża nam obraz dziecka skrzywdzonego poprzez doświadczenie bycia częścią rodziny alkoholowej, pozwala zobaczyć jak autodestruktywnych postaw DDA nabywa w dzieciństwie i jak bardzo obecne są one w jego późniejszym życiu. Jest tak oswojone z przeżywaniem lęku i niepokoju we wszystkich swoich sprawach, że zamiast skutecznych rozwiązań, wybiera te potęgujące w nim zdenerwowanie, ale znane i niejednokrotnie sprawdzone ,,na własnej skórze’’, kiedy było się dzieckiem. ,,Nowej filozofii, nowego sposobu życia nie dostaje się za darmo. Trzeba za nie zapłacić wyższą cenę, a osiąga się je wyłącznie wielką cierpliwością i wielkim wysiłkiem.’’ Fiodor Dostojewski Grunt to stać się dla siebie kimś na kształt swojego własnego kochającego rodzica. Trzeba poczuć się dzieckiem i dać sobie przyzwolenie na przeżycie wszystkich tłumionych latami emocji, uczuć i przeżyć. To droga do uwolnienia się od zranień i lęków z przeszłości, bez doznawania wstydu i ciągłego obwiniania się, do których przecież tak bardzo się przywykło. Ważne, by stać się dorosłym wolnym od wszelkich uraz z dzieciństwa. Jedynie poprzez akceptację i miłość do samego siebie można uzdrowić swoje wewnętrzne dziecko. Uwalniając się od ciężaru bólu i żalu, DDA wyzwala siebie samego z przeszłości, która krępuje jego działania i nie pozwala się rozwijać. Ten dorosły musi wreszcie nauczyć się szanować i dbać o siebie, być dla siebie łagodnym, zamiast ciągłego stawiania sobie wyłącznie wymagań. Wziąć odpowiedzialność za swoje życie i zaopiekować się sobą. Rozpieszczać swoje wewnętrzne dziecko. Zrozumieć, że choroba rodzica wywarła wpływ na obecne życie, ale nie jest ona sytuacją od nas zależną. Należałoby przyjrzeć się sobie, swoim zachowaniom i zmienić te, które blokują nasz potencjał, nie pozwalają nam wzrastać na co dzień. Poczuć, że to moje życie i w związku z tym jest ono w moich rękach. Trzeba jednak wiedzieć, że droga ku wyzdrowieniu może okazać się niejednokrotnie drogą trudną. A kiedy pojawią się przeszkody i wyboje na naszej ,,nowej drodze życia’’ zerknijmy na powyższy cytat

Autor: Katarzyna Kosior, Psychocentrum